W czasie procesu
coachingowego możemy doświadczyć różnych rodzajów ciszy, a także… pewnego hałaśliwego
rodzaju zgiełku, który może przybierać zależnie od czynników, które nań
wpływają różne formy.
Możemy nawet w pewien
sposób uporządkować poziomy ciszy w coachingu ale o tym za chwilkę.
Sesja coachingowa
obserwowana przez neutralnego obserwatora może być postrzegana jako zwyczajna
rozmowa. Zwyczajna, bo mamy dwie osoby, jedna zadaje pytania, druga odpowiada
itp. Siedzą gdzieś obok siebie i „tylko” rozmawiają. A potem w efekcie tej zwykłej
rozmowy klient doświadcza przemiany. Najpierw zwiększa się świadomość, potem
sposób postrzegania rzeczywistości, a na końcu oczekiwana zmiana w zachowaniu.
Przestrzeń… cisza… czas
na przemyślenia… to niezmienne atrybuty wyśmienitych coachów. Osób, które nie
boja się ciszy. Cisza jest przyjacielem, cisza wspiera, cisza daje przestrzeń
na wglądy, bez których nie ma zmiany.
Cisza
zewnętrzna.
Pytanie nawet
najlepsze, to tylko połowa sukcesu, druga to cisza i przestrzeń, jaka ma
wybrzmieć po praktycznie każdym pytaniu. To dwie strony tej samej monety, jeśli
nie ma drugiej, pierwsza nie jest ważna. Pytanie bez przestrzeni, to jakby
dolewanie herbaty, choćby była najsmaczniejsza, z najszlachetniejszych gatunków,
ręcznie zbierana, do już pełnej filiżanki. Tam po prostu nie ma miejsca.
Ten rodzaj ciszy jest
niezbędny dla klienta, daje możliwość wchłonięcia, przetrawienia i przyswojenia
treści oraz reakcji, które budzą pytania, a nade wszystko na udzielenie wewnętrznej
odpowiedzi. Jak łatwo wywnioskować tam, czyli w głownie klienta nie mam zbyt
dużo miejsca na ciszę.
Zgiełk
To metaforyczne i
nieco przesadne odkreślenie tego co może dziać się w głowie naszego klienta,
kiedy po zadaniu mocnego pytania doświadcza ciszy (tej zewnętrznej), kiedy
zachodzą procesy myślowe, silna wewnętrzna reakcja na zadawane pytania. Dialog
wewnętrzny, autorefleksje, silne emocje, zgiełk i chaos prowadzący w końcu do
porządku i spokoju, którego oczekuje klient. Gdyby można było nagłośnić ten
dialog wewnętrzny pewnie rzadko mielibyśmy do czynienia z ciszą. Podsumowując,
chwile zewnętrznej ciszy to wewnętrzny „hałas” w głowie klienta.
Zgiełk
zewnętrzny
Nigdy nie powinien
mieć miejsca. Kiedy się pojawi (dyskusja, argumentowanie, przekonywanie
podniesiony głos, mówienie równoczesne itp.), oddalamy się od tego co nazywamy
coachingiem w jakiejkolwiek postaci.
Cisza
wewnętrzna
Kiedy klient zatapia
się w swój dialog wewnętrzny nie dociera do niego głos z zewnątrz. A jeśli
nawet dociera to jest to jakby przerywanie procesu który możemy porównać do
sytuacji kiedy motyl w kokonie potrzebujący czasu na to żeby dojrzeć, żeby
zakwitnąć zostanie z niego wyrwany. Strata dla motyla jest niepowetowana.
Klient wielokrotnie podczas sesji czy całego procesu doświadcza takiego stanu. Ważne,
żeby miał czas na przemianę.
Co w takim razie z
coachem? W tych ważnych momentach, którymi się zajmujemy, czyli zgiełku
wewnątrz, ciszy na zewnątrz, procesu zmiany, w głowie coacha niezmiennie powinien
panować wyłącznie spokój… cisza wewnętrzna. Cisza dzięki której coach ma dostęp
do wszystkich swoich zasobów, umiejętności, wiedzy a nade wszystko do intuicji.
Kiedy zgiełk pojawia się w głowie coacha intuicja pryska jak bańka mydlana,
choć jeżeli coach potrafi utrzymać stan wewnętrznej ciszy może korzystać z
czegoś więcej niż tylko swój własny potencjał. Wiedzą to Ci, Którzy tego doświadczyli.
Uwierzcie, to niezapomniane przeżycie. To tak, jak cisza w głębiach oceanu,
kiedy na powierzchni panuje sztorm.